Blog > Komentarze do wpisu

Haruki Murakami "Kafka nad morzem"

Wciągnęło, po czym rozczarowało...

To moja pierwsza książka Murakamiego, więc być może zaczęłam od niewłaściwej, może powinnam najpierw przeczytać inną, a potem z odpowiednim nastawieniem zasiąść do "Kafki...". Może i tak, ale jednak myślę, że tak czy inaczej nie będzie z tego dzieła drugiego "Mistrza i Małgorzaty". O nie!

Argumenty? Proszę bardzo!

Z jednej strony metaforyka, mnóstwo zagadek, niewyjaśniona utrata przytomności kilkanaściorga dzieci, w tym małego Nakaty, a z drugiej - wiele banałów traktowanych jak prawdy objawione, typu: "trzeba zawsze być sobą", podanie wprost na tacy niektórych metafor.

Liczyłam na rozwinięcie pewnych wątków, szczególnie, że autor - zresztą niezły erudyta - przytacza znane słowa Czechowa: "Jeżeli  w opowieści pojawi się strzelba, musi prędzej czy później wystrzelić". Wiele jest w powieści Murakamiego takich strzelb, którym się chyba zamki zacięły. Moim skromnym zdaniem, cierpi na tym dramaturgia.

Na pewno nie ratują jej też fragmenty, których nie radzę czytać w porze posiłków. Rozcinanie brzuchów kotom, penetrowanie ich wnętrzności, zjadanie ciepłych serc, hm... pewnie w zamyśle autora miało wstrząsnąć. Mną nie wstrząsnęło. No, może wywołało lekkie obrzydzenie. Przypuszczam, że u osób co bardziej wrażliwych wzbudzi odruch wymiotny. A obok tego sceny trącące przeraźliwą wprost nudą, dreptanie w miejscu.

Co na plus? Niektóre postacie wzbudzające sympatię - Nakata, Hoshino. I tu biję się w piersi, ale jakoś nie wzbudziła we mnie głębszych uczuć pani Saeki - wiem, jestem bez serca ... albo Murakami był mało przekonujący. Znowu in minus! Wróć, czytelniczko! Plusy! Doceniam sporą wiedzę muzyczną autora, myślę, że wiele osób zachęci do odszukania i wysłuchania kilku utworów muzyki klasycznej. Chwała mu za to. Co jeszcze? Lubię historie, w których narracja nie jest jednorodna.

Mam nadzieję, że wielbiciele Murakamiego mnie nie zlinczują. Na moje usprawiedliwienie dodam, że przygody z tym panem jeszcze nie skończyłam.

D.A.

Pozdrowienia dla zaprzyjaźnionego kota!

piątek, 01 lutego 2013, klubowiczkigbp

Polecane wpisy

Komentarze
2013/02/09 11:25:16
Widzę,że autorka recenzji doznała szoku kulturowego:) Murakami to Japończyk i czytając go trzeba mieć to jednak na uwadze. es.
-
2013/02/09 11:29:29
Polecam ciekawy artykuł joanny Bator o prozie Murakamiego, który ukazał się w którymś(2albo3?) numerze "Książek".
-
2013/02/09 16:00:45
Nie chodzi o szok kulturowy,a narodowość autora znam:) Mogę też zrozumieć, że każda nacja ma inną mentalność i inne tematy tabu.Choć nie wiem, czy opisywanie ze szczegółami diety bohaterów jest dla Japończyków normą. Mickiewiczowi mogę to wybaczyć, w końcu nie wszyscy jadali na tak pięknie opisanej zastawie:)
PS Z ostatnio przeczytanych lektur wolę Nabokova.
-
2017/06/29 13:19:44
Czytałem kilka innych książek Murakami i za każdym razem miałem podobny odbiór - wielka erudycja, wyobraźnia, ale w którymś miejscu schodzi to na manowce i nie mam ochoty autorowi towarzyszyć w tyc tarapatach.
Stosunkowo najlepiej wypadła w moich oczach książka IQ84, ale musiałem się zmuszać żeby doczytać końcowe rodziały.